Just Cause 2

Zabijanie oponentów karabinem? Pff, po co marnować amunicję – wystrzeliwujemy linkę, która wbija się we wroga, dołączamy do niej „gratisowo” butlę gazową i mamy zgrany duet. Jeden pocisk wystarcza, by wróg wąchał kwiatki od spodu. Miłośnicy standardowej wymiany ognia nie będą jednak zawiedzeni. Developer oddał w nasze ręce pokaźną ilość broni – pomijając powszechne w innych grach pistolety i karabiny, będziemy mogli pobawić się takimi cackami jak wyrzutnią sterowanych laserowo rakiet, ładunkami C4, rozstawianym minigunem czy nawet ręcznym granatnikiem. Arsenał wydaje się być wystarczający, ale będzie można go powiększać i udoskonalać – wszystko to za sprawą edytora broni, o którym na razie nie wiadomo nic oprócz tego, że będzie obecny.

Wszelkie te „gadżety” zdecydowanie przydadzą się w demolce, której owocem będą Chaos Points. Dzięki nim zwiększy się chociażby nasza reputacja u frakcji, które znajdują się na wyspie. Współpraca z jedną z nich nie oznacza zerwania kontaktu z drugą – wystarczy solidnie wykonywać robotę, a gra na kilka frontów będzie trwać wiecznie.

Wyłącznie od Gracza będzie zależeć to, w jaki sposób zamierza przejść grę. Nie będzie prowadzenia za rączkę, ściśle wytyczonych tras, czyli bardzo powszechnej kiedyś liniowości. Producent gry zapewnia, że będzie możliwych ponad 1000 różnego rodzaju działań, dzięki którym osiągniemy zamierzony cel. Niejednokrotnie Rico stanie także przed wyborem pomiędzy złem, a… mniejszym złem.

Przed prezentacją gry wiele mówiło się na temat bardzo dobrego AI wrogów. Niestety, po zaprezentowanym, soczystym gameplay’u, śmiem w to wątpić. Wrogowie zwyczajnie wchodzili pod lufę, nie chowali się za osłonami, a rzucony granat nie wywołał u nich absolutnie żadnej paniki. Jeżeli ten element nie zostanie poprawiony, to rozgrywka może się okazać zbyt prosta.

Just Cause 2 pod kątem oprawy audiowizualnej wypada bardzo dobrze. Tereny i widoczki niejednokrotnie sprawią, że na chwilę przystaniemy by móc w spokoju upajać się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Za doznania te odpowiada autorski silnik graficzny – Avalanche 2.0. Woda i wybuchy wyglądają, a zarazem brzmią porządnie, choć o rewolucji na miarę Crysisa czy Killzone’a 2 nie ma co mówić. Niewątpliwie ogromną rolę w grze odgrywa silnik fizyki Havok – nawet takie detale jak falujące ubranie bohatera potrafią zrobić wrażenie.

Widać, że Szwedzi po wydaniu swojego pierwszego dziecka wzięli sobie do serca wady swojej produkcji. Just Cause 2 jawi się jako tytuł totalnie odjazdowy, którego znakiem rozpoznawczym będzie kompletna swoboda. Pomimo kilku niedoróbek, ciągle masz wrażenie, jakbyś znajdował się w zupełnie nierealnym świecie. Jeżeli lubisz piękne i ogromne wyspy, kochasz rozwałkę na całego i arcade’owe podejście do rozgrywki – absolutnie musisz dodać ten tytuł do listy życzeń, by już we wrześniu wcielić się w Rico Rodrigueza!