Neverhood

Ile znacie gier wideo, które po 13 latach od wydania wciąż zaskakują świeżym podejściem i dostarczają mnóstwa radości? Ile znacie produkcji na PC, na których pudełku widniałoby spielbergowskie logo DreamWorks? Na stworzenie ilu gier potrzeba było ponad trzech ton gliny? I najważniejsze – jak często zdarza wam się szczerze, wesoło i beztrosko śmiać i wołać rodzinę/znajomych/kolegów z pracy, by przyłączyli się do chóralnego rechotu, wywołanego przez animowanego stworka w rozdzielczości 640×480 zwiewającego na ekranie przed czymś dużym, zielonym i zębatym? Jeśli jeszcze nie uśmiechacie się szeroko ze zrozumieniem – najwyższy czas, by poznać The Neverhood.

Nigdystwo (bo chyba jakoś tak należałoby ów tytuł przetłumaczyć) to projekt absolutnie unikatowy pod wieloma względami. Stworzony został przez ośmioosobowy zespół pod dowództwem Douglasa TenNapela – twórcę Earthworm Jima – pod auspicjami Stevena Spielberga i jego DreamWorks Interactive (które parę lat później stało się częścią EA Los Angeles) jako rozwinięcie serii grafik TenNapela A Beautiful Day in the Neverhood. Przedstawiały one dziwaczne miasto zbudowane z gliny i jego pokręconych mieszkańców. Jak łatwo się domyśleć, The Neverhood zabiera nas w podobne, garncarsko-schizowe rejony. Jednak, jak wiadomo, w roku 1996 animacja komputerowa dopiero zaczynała nabierać rozpędu (pionierskie Toy Story ukazało się w 1995), a debiutancki team nie miał raczej dość kasy, by wynająć studio Pixar. Trzeba było więc zakasać rękawy, zakupić ponad 3 tony gliny (!) i rozwiązać problem tradycyjnymi metodami. Czyli – zbudować sporą glinianą makietę świata gry i występujących w niej postaci i nagrywać osobno każdą klatkę animacji. To już Syzyf miał łatwiej…

No dobrze, powie zniecierpliwiony czytelnik, wszystko ładnie i w ogóle, ale o co w tej grze właściwie biega? Otóż jest to klasyczna przygodówka point & click – prowadzisz obsługiwanego myszką bohatera po dwuwymiarowych lokacjach i rozwiązujesz zagadki logiczne. Choć po namyśle słowo „klasyczna” nie do końca tu pasuje. Dziwaczny, schizowy klimat przenikający całe Neverhood czyni go bowiem jedynym w swoim rodzaju. Już sam główny bohater – gliniany facio imieniem Klayman ze schowkiem w brzuchu, antenką na głowie, wyposażony w murzyńskie usta i bardzo plastyczne ciało – wyróżnia się w galerii komputerowych bohaterów.