Wrogowie w grach

Nieco lepiej ma się sprawa z głównymi bossami i czarnymi charakterami. Oczywiście, wielu jest Wielkich Złych całkowicie pozbawionych osobowości i, powiedzmy sobie szczerze, jaj. Tu nawet Mario nas nie uratuje – jaką charyzmą i osobowością może zaimponować przerośnięty żółw, który porwał księżniczkę? A i tak jest on o kilka klas jakości lepszy niż wielu innych przeciwników. Spójrzmy na legendarne Diablo. Niby takie cudeńko i w ogóle… A finałowy boss? Diabeł. Ot, i tyle. Bossowie pomniejsi w sumie niewiele lepsi, może co najwyżej Butcher – wielki gość z tasakiem – zapisał się w pamięci graczy. A Gears of War? Co tam było najlepszego z monstrów unikalnych, szarżujące cholerstwo czy przerośnięte cholerstwo? Starcia emocjonujące, przyznaję, ale dzięki znakomitej reżyserii i dramatyzmowi, a nie jakości samych przeciwników. O Halo 3 już może nie wspomnę.

Na szczęście bywa też lepiej. Tradycyjnie przywołam tu swoje dwie ulubione gry – Baldur’s Gate 2 i Planescape: Torment. W tej pierwszej główni oponenci zdają się być dość stereotypowi – wampirzyca i zły czarodziej, prowadzący plugawe eksperymenty. Brzmi banalnie? To odpalcie BG2 i posłuchajcie Krzysztofa Kolbergera mówiącego „Ah, Dziecię Bhaala się przebudziło…”. Pospacerujcie po laboratorium Irenicusa i porozmawiajcie z jego ofiarami, okaleczonymi wrakami ludzkimi zamkniętymi w słojach. A potem wejdźcie do pokoju ukochanej czarodzieja, który pozostał w niezmienionym stanie, piękny i sterylny, od momentu jej odejścia. Takich wrogów nie miewa się codziennie. A pułapki, jakie zastawia na postać gracza, a sny, w których się pojawia… Nawet pełna historia Irenicusa i Bodhi, choć w pewnym sensie sztampowa i przewidywalna, niesie w sobie olbrzymi ładunek emocjonalny, wyróżniający opowieść o ich wojnie z Dzieckiem Bhaala spośród setek fabuł fantasy.

Jeszcze lepiej jest z Planescape. Głównego bossa opisać tu niestety nie mogę – spoil byłby po prostu kosmiczny – ale zapewniam, że zarówno jego natura, osobowość, motywacje jak i design mogą spowodować opad szczęki. W dodatku pokonać można go na cztery sposoby, z których walka jest najprostszym i najmniej zarąbistym… A te dialogi – dla samej sceny finałowej warto przez całą grę ładować punkty w inteligencję, tylko po to, by odgadnąć, kim jest… Bossowie pomniejsi dzielnie trzymają poziom, każdy z nich ma własną, niezwykłą i autentycznie poruszającą historię. Niektórzy wrogowie stają się przyjaciółmi, niektórzy sojusznicy zdradzają, a spotkanie z każdym z wielkich graczy w rozgrywce, w którą wplątany jest główny bohater zostaje w pamięci i sercu Gracza na lata.

I takich właśnie przeciwników życzyłbym sobie w grach – z charakterem, z motywacjami, z porywającą historią, z oryginalnym rysem, wzbudzających emocje – czy to współczucie, czy to nienawiść, czy nawet zwykłą refleksję. Jak mówi stare przysłowie – „człowieka poznasz po jego wrogach”. A przecież wszyscy chcemy robić jak najlepsze wrażenie, nie?